Dzisiejszy wpis chciałbym potraktować trochę na luzie, puszczając oko do wszystkich organizatorów konsultacji społecznych po stronie urzędowo-biznesowej. Wiemy wszyscy dobrze, że nie zawsze bywa lekko, łatwo i przyjemnie. Dlatego podejdźmy na wesoło do tych pytań, zdań i komentarzy, które prawie ZAWSZE pojawiają się na prowadzonych przez nas spotkaniach.

1. Dlaczego nie było żadnej informacji o tym spotkaniu?

Oczywiście przyjmujemy z pokorą, że nie udało nam się dotrzeć do wszystkich mieszkańców i nie ma 100% frekwencji. Ale skoro "nie było żadnej informacji", to jak się Pan/Pani o tym spotkaniu dowiedziała?

2. Konsultacje są fasadowe, decyzje już dawno zostały podjęte

Idealny tekst na zabicie dyskusji na "dzień dobry". Co odpowiadają panowie za zielonym stolikiem? "Na chwilę obecną żadne decyzje nie zostały jeszcze podjęte". Ale nie ukrywajmy, że z tym bywa różnie, chociaż bez dobrej woli z obu stron trudno o konstruktywny dialog.

3. Konsultacje to manipulacja

Szczególna wariacja twierdzenia o fasadowości. Pamiętam jak pokazałem kiedyś wizualizację potencjalnej hali sportowej na terenie Stadionu Szyca (zawsze są wątpliwości z wizualizacjami, bo ludzie biorą je zbyt dosłownie, przywiązują się do obrazków, ale z drugiej strony bardzo ich potrzebują - więc raz kozie śmierć) i pewien samozwańczy, nastoletni architekt na sali przebił mnie osikowym kołkiem stwierdzając, że skoro hala wygląda na przeskalowaną, to jest to na pewno manipulacja. "Chcecie nam postawić takie monstrum???".

4. Reprezentuję mieszkańców tego osiedla i wiem lepiej, czego potrzebują mieszkańcy

Znamy dobrze tych jedno-osobowych liderów, za którymi stoją gigantyczne tłumy. Nic, że zwykle nie udaje im się zebrać kworum podczas spotkania sąsiedzkiego. A przekonanie o posiadaniu unikatowej wiedzy o potrzebach społecznych? Trudne tak naprawdę do zweryfikowania (brak publikacji naukowych potwierdzających tę tezę) i trochę populistyczno-dogmatyczne.

5. Wiem lepiej czego potrzebują mieszkańcy, bo nie siedzę za biurkiem tak jak urzędnicy

Dlaczego "wiem lepiej"? Bo nie siedzę za biurkiem. Zawsze doceniałem w urzędnikach tę zdolność to teleportacji z miejsca zamieszkania do pracy za biurkiem. Bo przecież urzędnicy nie korzystają z komunikacji publicznej, z terenów rekreacji, z obiektów handlowych i usługowych. Oni po prostu siedzą za biurkiem i przekładają papiery.

6. Czy została zlecona ekspertyza w tej sprawie? Bo mam tu opinię profesora dendrologii...

Eksperci i ekspertyzy. Odwieczny problem komu zaufać w kwestiach, co do których wiedza zdroworozsądkowa nie wystarcza. Jeśli ekspertyza zlecona jest przez urząd lub inwestora, to najpewniej jest "kupiona". Jeśli przez stronę społeczną, to często ogranicza się ona do "opinii" wyrażonej przez jednego z przedstawicieli środowiska naukowego (często należącego do środowiska grupy protestu:)). Komu zaufać?

7. Głosowałem na pana w wyborach i płacę tu podatki, dlatego musi zostać podjęta decyzja X

Ten argument ma wywołać czerwień zawstydzenia na twarzy lokalnego włodarza w związku z niesatysfakcjonującą transakcją na linii głosujący-wybrany. Moje podejrzenia każą przypuszczać, że osoby wypowiadające te zdania zwykle NIE GŁOSOWAŁY na osobę, wobec której kierowana jest krytyka. Ale za to jak ona brzmi!

Opisane przeze mnie przypadki zwykle zamykają dialog niż na niego otwierają. Antagonizują salę i budzą wewnętrzny opór wśród uczestników. Pokazują też z jak dużymi mankamentami spotyka się dialog obywatelski w praktyce. Bo co do tego, że "warto rozmawiać" pewnie wszyscy jesteśmy zgodni:)

MM