W Polsce doświadczenia związane z tym narzędziem miał wtedy tylko Sopot (w 2011 r.), dlatego nie obyło się bez ambicjonalnej argumentacji "skoro w Sopocie się udało, to my panie prezydencie nie damy rady?". Niestety w przypadku mniejszych miejscowości tego argumentu nie można już wykorzystać:)

Piszę o tym dlatego, by od strony samorządowej pokazać, jakie pytania, problemy i wątpliwości pojawiają się przed podjęciem decyzji o wdrażaniu Budżetu Obywatelskiego, z jakimi miałem okazję zapoznać się na różnych szkoleniach i konferencjach.

1. Mieszkańców to nie zainteresuje. Jest to dość niewdzięczna sytuacja, gdy z góry zakładamy, że na pewno nikomu w gminie na czymś takim nie zależy. Zwykle na dokładkę można usłyszeć "u nas w gminie działa już fundusz sołecki i to wystarczy". Za tego typu myśleniem kryje się a) niechęć do partycypacji w ogóle, b) niechęć wydzielenia pieniędzy na Budżet Obywatelski, c) po prostu niechęć:)

2. A co jeśli nie wpłyną żadne projekty? Ten etap oznacza, że już rozpoczęliśmy zbieranie propozycji i ogarniają nas pierwsze - uzasadnione - wątpliwości. Pamiętam jak każdego roku stresowałem się, bo na 2-3 dni przed upływem terminu zgłaszania projektów było ich ok.30-40% z finalnego stanu. Owszem, jeśli na tym etapie samorząd nie wykona żadnych działań mających na celu dotarcie do potencjalnych wnioskodawców, to nie unikniemy klapy. Dlatego warto położyć szczególny nacisk na akcję informacyjną, w okresie zbierania wniosków.

3. A co jeśli zgłaszane pomysły będą inne niż te, które my - urzędnicy - byśmy woleli? Dotykamy tutaj dotykamy bardzo delikatnego tematu, na ile jako samorząd jesteśmy gotowi na skonfrontowanie naszych wizji rozwoju gminy z tymi, które mają mieszkańcy. Przecież w modelu idealnym te wizje powinny być takie same. Jeśli się znacząco od siebie różnią, i gmina sobie, a mieszkańcy sobie, to znak, że chyba pewne polityki wymagają korekt. Doświadczenie mówi mi jednak, że 70-80% projektów to nie są zadania rewolucyjne i stawiające na głowie budżet ogólny.

4. A co jeśli mieszkańcy wybiorą jakiś bezsensowny projekt? Ło Matko. Pewnie raz po raz jest to możliwe, ale cała procedura Budżetu Obywatelskiego powinna zmierzać do tego, by zgłaszane i głosowane projekty były jak najlepszej jakości. Jeśli zabraknie w niej spotkań lub debat z mieszkańcami na etapie zgłaszania, jeśli zabraknie konsultacji projektów z wydziałami, procedur odwoławczych, to faktycznie może dojść do tego, że projekt oderwany od rzeczywistości znajdzie się na karcie do głosowania. Ale musi się jeszcze zdarzyć i to, że mieszkańcy odrzucą z przekory zdrowy rozsądek na niego zagłosują:)

5. Projekty wybrane przez mieszkańców mają się nijak do długofalowej wizji rozwoju gminy. Prowokacyjne pytanie brzmi, czy w praktyce samorządowej przy podejmowaniu decyzji budżetowych również nie są wpisywane do budżetu projekty, tzw. "kwiatki", idące w poprzek poszczególnych strategii. Lamentujących o marnowaniu pieniędzy na takie projekty, zawsze odsyłam do celów Budżetu Obywatelskiego. Zwykle na pierwszym miejscu jest wspieranie partycypacji społecznej, aktywności i zaangażowania mieszkańców. A skoro tak, to może jest to po prostu cena tego, że chcemy mieć bardziej aktywnych obywateli? Innymi słowy: projekt może i nietrafiony, ale za to ile osób włączyło się w jego realizację.

Czyli może jednak "trafiony":)

MM