W trzech poprzednich wpisach zajmowaliśmy się historią budżetów obywatelskich w różnych warunkach społeczno-geograficznych. Dziś natomiast zastanowimy się wspólnie nad kwestią, ogólniejszą, która z natury rzeczy, mówiąc nieco górnolotnie, wymyka się przyziemnemu „tu i teraz”, w którym funkcjonujemy :) Nie bójcie się jednak tego wstępu, bo będziemy ciągle twardo stąpać po ziemi. Tematem dzisiejszego wpisu będzie to, co budżet obywatelski dać może, czyli jego możliwe funkcje.

Żeby się nad tym zastanowić wyobraźmy sobie, że możemy porozmawiać z reprezentantami kilku miejscowości na świecie. Jako, że z natury jesteśmy bardzo ciekawi świata, z nawyku zaś podchodzimy do każdej sprawy ze sporym rozmachem, wybraliśmy zakątki dość od siebie odległe. Czasu naturalnie było niewiele więc, wszystko musieliśmy załatwić jednego dnia. Żeby go jeszcze zaoszczędzić, a naszym rozmowom nadać przyjacielski charakter prowadziliśmy je w trakcie posiłków w mniej oficjalnym anturażu. I tak w Hôtel de ville dezjedliśmy pyszną bagietkę z merem Paryża i kilkoma dziennikarzami. W Bogocie słynny burmistrz Enrico Penalosa i zaprzyjaźnieni działacze organizacji pozarządowych, uraczyli nas świeżo mieloną kolumbijską kawą. Pod Wawelem zjedliśmy precla z prezydentem Krakowa i kilkoma artystami. Na koniec zaś udaliśmy się do Istebna, gdzie wójt i koło gospodyń wiejskich przyjęli nas sycącą ciało i ducha kolacją, podaną na koniakowskich koronkach. Dlaczego te miejsca i Ci ludzie? Otóż, dlatego, że wbrew pozorom mają ze sobą bardzo wiele wspólnego. Wójt Istebna i mer Paryża zastanawiają się jak włączyć do dyskusji mieszkańców, którzy nie są zrzeszeni w żadnych organizacjach, a na co dzień są zbyt zabiegani by uczestniczyć w długich spotkaniach konsultacyjnych. Burmistrz Bogoty i Prezydent Krakowa szukają sposobu na doinwestowanie najbardziej zaniedbanych zakątków w ich miastach. Gospodynie z Koniakowa i krakowska bohema wspólnie wyrażają zagubienie tym, że nie rozumieją natury wielu działań podejmowanych przez władze swoich gmin. Kolumbijscy pozarządowcy i paryscy dziennikarze chcieliby, aby debata publiczna, wkroczyła na bardziej merytoryczny i konkretny poziom. Wspólnie zaś z Koniakowskimi Gospodyniami pragną też dokładniej śledzić inicjowane w ratuszu działania dotyczące ich otoczenia.

Wszystkie te potrzeby, za jednym zamachem, można zaspokoić korzystając właśnie z rozwiązań zawartych w budżecie obywatelskim. Oczywiście mając również na uwadze, że budżet obywatelski, to nie czarodziejska różdżka. Wszystko, o czym piszemy jest możliwe, bowiem, tylko, jeśli cały proces przygotujemy w sposób przemyślany i z wielką troską o szczegóły.

Nasi rozmówcy mogą zgodnie potwierdzić, że jeśli za budżet zabrać się nieumiejętnie, to łatwo można natrafić na szereg pułapek… Dla przykładu. Zamiast merytorycznej debaty publicznej zaangażowanych mieszkańców, możemy doczekać się antagonizującego plebiscytu na pomysły różnych grup interesu. Zamiast większej jasności działań administracji, wytworzymy nową kliencką relację pomiędzy „fundatorem” budżetu (np. burmistrzem) i grupą mieszkańców zgłaszających projekt, chcących środki „skonsumować”. Cała troska o miasto, jako wspólnotę może zaś zostać zaprzepaszczona poprzez zawzięte rozmowy o detalach…

KM