Frekwencja w budżecie obywatelskim jest zawsze jednym ze wskaźników, który pokazuje stan aktywności społeczeństwa. Jest też jednym z kryteriów za pomocą można chwalić lub biczować organizatorów.
Tegoroczny Poznański Budżet Obywatelski nie było pod względem liczby uczestników rekordowy. W mojej ocenie złożyło się na to kilka czynników:

1. Ograniczenie głosowania tylko do formuły internetowej. Przypomnę, że w poprzednich edycjach liczba kart elektronicznych równoważyła się z papierowymi. Gdyby więc pokuszono się o obie metody zbierania głosów moglibyśmy mówić nie o 38 tysiącach, ale 76, co zupełnie inaczej brzmi.

2. Dość późny termin głosowania. Można się zżymać lub nie, ale listopad jest ponurym miesiącem. Pewnie z tego powodu nie pojawiły się "na mieście" mobilne punkty do głosowania, które zawsze dodawały kolorytu i budziły zainteresowanie (chociaż bardziej promowały projekt niż dostarczały głosów). Teraz budżet istniał głównie w sieci i na reklamach w przestrzeni miejskiej. Może warto organizować głosowanie, gdy będzie trochę cieplej?

3. Nieciekawe projekty. Przykro to przyznać, ale głosując kierowałem się tylko i wyłącznie rekomendacjami znajomych. Samemu męczyłem się niemiłosiernie wpatrując się w listę projektów. Kiedyś, z uwagi na ograniczoną liczbę projektów, było w nich mniej anonimowości, a więcej... charakteru lub emocji, które wywoływały. Może po prostu to co trzeba zostało już zrealizowane?

Czy zmiana w sposobie głosowania była dobrym pomysłem? Przyznam się szczerze, że liczyłem na trochę lepszy wynik. Tym bardziej, że do głosownia dopuszczono wszystkich mieszkańców Poznania. Postawiono jednak na "szczelność" kosztem "ilości" - gdyby każdy z wnioskodawców mógł zbierać głosy na swój projekt byłoby ich więcej, ale być może gorszej jakości. To zawsze był dylemat budżetu partycypacyjnego.

Może to zabrzmieć jak pocieszenie, ale w świetle teorii to nie frekwencja jest najważniejsza. Owszem, jest się z niej rozliczanym. Jednak kliczy się też "aspekt deliberatywny", czyli dyskusja o budżecie. Na tym pewnie warto się skupić w przyszłości, tym bardziej, że jest to dużo trudniejszy kawałek chleba. Ale przecież kręcą nas wyzwania, czyż nie?:)

MM