Od dłuższego czasu chodziło mi po głowie pytanie: „Czy debata oksfordzka może zostać wykorzystana jako technika konsultacji społecznych”. W związku z tym, że w przyszłym tygodniu będę uczestniczył debacie oksfordzkiej podczas Konferencji programowej w ramach przygotowań do Narodowego Kongresu Nauki (https://nkn.gov.pl/mozna-juz-zapisac-sie-konferenc...) postanowiłem przelać to pytanie wreszcie na papier i podzielić się kilkoma refleksjami. Być może przybliży mnie to do udzielenia wstępnej odpowiedzi.

Na początku kilka słów o na temat tego, czym w ogóle są debaty typu oksfordzkiego. Otóż jest to formuła debaty nad określoną tezą (nie pytaniem!) podczas której spierają się jej zwolennicy (propozycja) oraz przeciwnicy (opozycja), według ściśle określonych reguł (zabronione jest obrażanie i wyśmiewanie innych mówców, ściśle określone są ramy czasowe, podczas wystąpień musi panować absolutna cisza itd.). Przykładami tez mogą być: „Kraków nie powinien organizować zimowych igrzysk olimpijskich”; „W Poznaniu warto wybudować stadion żużlowy” itd. Role propozycji i opozycji tradycyjnie losowane są tuż przed samą debatą –debata jest wówczas przede wszystkim ćwiczeniem intelektualnym. W skład obydwu zespołów wchodzi po 4 mówców: (1) wprowadzający, (2) rozwijający argumentację, (3) krytykujący argumenty adwersarzy oraz (4) podsumowujący. Nad przebiegiem debaty czuwają Marszałek (udzielający głosu i w razie potrzeby dyscyplinujący mówców) oraz sekretarz (skrzętnie notujący przewinienia mówców oraz pilnujący czasu). W debacie istotną rolę pełni także publiczność, której można przypisać różne role: zadawanie pytań, głosowanie nad tezą przed i/lub po debacie czy decydowanie o wyniku debaty.

Więcej na temat debat można znaleźć tutaj:

http://www.fundacjasmk.pl/images/mlodzi_gniewni/de...

Co jeśli jednak debaty nie traktować jedynie jako ćwiczenia intelektualnego, ale użyć jako sposobu do rzeczowej ilustracji istniejącego sporu lub nawet próby jego rozwiązania.

Załóżmy, że w mieście ma powstać spalarnia śmieci. Inwestycja ma zarówno silnych grono przeciwników jak i zwolenników. Wszelkie spotkania i próby konsultowania tematu przedłużają się w nieskończoność.W dodatku obfitują we wzajemne obrzucanie się wyzwiskami i powtarzaniem kilku utartych sloganów. Mówiąc krótko mamy do czynienia z blokującymi jakiekolwiek decyzje ględzeniem oraz kłótnią.

A jeśli by tak nakłonić każdą stronę do wyboru 4 reprezentantów (mówców), którzy mieliby przedstawić swoje argumenty w syntetyczny i zdyscyplinowany sposób:

1.na otwartym spotkaniu transmitowanym w lokalnych mediach, aby przybliżyć wszystkim mieszkańcom „za i przeciw”

lub

2. Np. przed grupą osób, które zagłosowałyby po debacie jaką decyzję należy podjąć. Głosujący mogliby zostać wybrani w rozmaity sposób (wymagałoby to osobnego namysłu) np. 50 zwolenników oraz 50 przeciwników, reprezentatywna grupa mieszkańców miasta, reprezentatywna grupa Polaków nie związanych z danym miastem.

Cała formuła przypomina trochę sąd obywatelski lub sondaż deliberatywny, ale moim zdaniem jest wolna od wielu słabości tych dwóch technik. W jednym z kolejnych obiecuję się pokusić o ich porównanie.

KM