Swego czasu miałem przyjemność pracować przy trzech dużych projektach deliberacyjnych. Wspomnianym poprzednio "Sondażu Deliberatywnym" z 2009 roku, a także Pogłębionych Konsultacjach Budżetowych (2011) i DebacieDeliberatywnej na temat zagospodarowania zaniedbanego terenu byłego stadionu im.E.Szyca w Poznaniu (2012). Pewne elementy deliberacji były również wykorzystane podczas "Sądu obywatelskiego", ale tę historię już omawialiśmy.

Pierwszą przeszkodą, na którą się natykaliśmy był brak zaufania i zarzuty o manipulację. Dość wspomnieć, że w przypadku jednego z projektów wzięcia w nim udziału odmówiło nam środowisko poznańskich architektów (które potem w części złagodziło swoje pierwotne stanowisko, brzmiące "o klinach zieleni się nie dyskutuje - non passaram":)).

Mnie osobiście zawsze bardzo te zarzuty bolały, ale patrząc z perspektywy czasu opór niektórych środowisk należy traktować jako nieodłączny element całego procesu komunikacji społecznej.

Tym, co jest bardzo ważne w deliberacji, to zapewnienie reprezentatywności uczestników debaty. Tu rygoryzm metodologiczny powinien być na pierwszym planie. Jest to bardzo duże wyzwanie, gdyż łatwiej przychodzi zrekrutować osoby gorzej sytuowane i nieco gorzej wykształcone - bo za udział w kilku godzinach dyskusji powinna być wypłacana dieta.

Drugim wyzwaniem jest profesjonalne i maksymalnie obiektywne przygotowanie materiałów informacyjnych. A z oceną tego bywa niestety bardzo różnie. Ponieważ wszystko odbywa się w świetle medialnych reflektorów, jedno drobne potknięcie i przekręcenie sprowadza całą dyskusję do punktu pierwszego - czyli zarzutu o manipulację:)

Po trzecie trzeba zastanowić się czy faktycznie deliberacja jest stworzona do wszystkich tematów. Na pewno sprawdziła się ona w przypadku Stadionu Szyca, gdzie opracowano cztery warianty zagospodarowania (choć potem część osób uznała, że brakuje eklektycznego "piątego":)). Nieco gorzej było, gdy rozmawialiśmy o Stadionie Miejskim, bo katalog spraw do rozstrzygnięcia był dużo szerszy i bardziej skomplikowany.

Pewnym ograniczeniem deliberacji jest fakt, że tworzy się warianty celowo jest wyostrzając, co sprawia, że uczestnicy w naturalny sposób poszukują propozycji kompromisowych. I nie byłoby w tym nic złego (przeciwnie, warto stale uczyć się kompromisów), gdyby nie fakt, że efektem dyskusji ma być skwantyfikowanie opinii w postaci procentowego poparcia dla danych rozwiązań. Być może kolejną modyfikacją tej techniki byłoby właśnie wypracowywanie rozwiązań godzących różne interesy, a nie mierzących poparcie dla określonych grup interesów?

Od deliberacji w kompleksowej formie odstrasza wreszcie niepewność rezultatu (ludzie są bardziej racjonalni niż w klasycznych sondażach, ale czy dość racjonalni, żeby wejść w buty decydentów?) i relatywnie duże koszty, które sprawiają, że grono klientów ogranicza się do najbogatszych miast i podmiotów. O ile w pierwszym przypadku powinno się odstępować od rekomendacji tej techniki (lepiej nie róbmy konsultacji, jeśli nie mamy ochoty skonsumować ich wyników!), o tyle w drugim przypadku warto zastanowić się, które z elementów deliberacji będą dla nas najbardziej wartościowe.

I te zrealizować:)

MM