Co roku obserwuję, ile projektów wpływa do Poznańskiego Budżetu Obywatelskiego. Kiedyś z większym stresem i wypiekami, dzisiaj z dystansem:) Mam wrażenie, że sytuacja się powtarza - projekty zgłaszane są w ostatniej chwili, a ich liczba... Cóż, cytując Gombrowicza, jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca.

Jak to się dzieje, że w takich miastach jak Warszawa, Łódź, Wrocław, Kraków projektów zgłaszanych przez mieszkańców może być kilkaset, a Poznań nie jest w stanie przebić bariery trzystu. Wielokrotnie spotykałem się z twierdzeniem, że jest to na pewno uzależnione od wysokości kwoty. To prawda, gdyby Poznaniacy byli jednym z rodów w "Grze o Tron" to ich zawołanie brzmiałoby: "my nie szalejemy". Wspomniane wyżej miasta przeznaczają na projekty mieszkańców większe pieniądze. Oznacza to, że wzrost kwoty w Poznaniu powinien korelować ze wzrostem liczby projektów.

Tak jednak nie jest, bo nawet rekordowy rok 2015 został osiągnięty dopiero "po dogrywce", czyli wydłużeniu terminu składania projektów (w normalnym terminie projektów było mniej niż 200)

Co prawda wnioskowanie statystyczne z sześciu edycji jest zadaniem karkołomnym, ale pozwoliłem sobie na małą estymację, dodając na wykresie przedstawiającym liczbę projektów w kolejnych latach, linię trendu.

No i trend, jak to trend, jest lekko spadkowy. W takim razie, jeśli kwota nie wpływa na liczbę zgłaszanych projektów, to co wpływa?

Wymienię kilka czynników, które są trudne do głębszej analizy, bo nie tłumaczą nam, w jakim procencie każdy z nich oddziałuje na całość. To każdy sobie musi w duszy dopowiedzieć już sam.

Na początek to, na co urząd ma wpływ:

1. Promocja - co roku wydawane jest więcej pieniędzy na promocję Poznańskiego Budżetu Obywatelskiego. Mimo różnych głosów, uważam, że tegoroczna promocja była ok. Na pewno informacja dotarła do rad osiedli (widziałem plakaty). Po raz pierwszy w historii wykorzystano dedykowanego facebooka. Może termin zgłaszania projektów był taki sobie (sierpień - połowa września), ale bez przesady.

2. Zasady - im łatwiejsze i bardziej przejrzyste, tym bardziej powinny zachęcać do składania projektów. W ubiegłym roku wykonano dużą pracę, by je uporządkować, chociaż obawiam się trochę czy nie doszło do przeregulowania:) Ale i w tym obszarze nie jest źle.

3. Klimat wokół projektu - przez komentatorów w mediach oceniany jako fatalny. Czy jednak rzeczywiście fakt, że z jednym lub drugim projektem są problemy na poziomie realizacji, może aż tak zniechęcać wnioskodawców. Nie sądzę.

A teraz trzy hipotezy, leżące trochę obok:

4. Zaspokojone potrzeby - a może jest tak - i tu będzie dość śmiała teza - że większość potrzeb lokalnych, infrastrukturalnych, społecznych itp. jest w Poznaniu zaspokojona?:) Po co więc Budżet Obywatelski, skoro te zadania z powodzeniem wykonywane są przez rady osiedli. Może to im należy rozdać te środki?

5. Stan społeczeństwa obywatelskiego - liczby w Budżecie Obywatelskim mówią nam o kondycji społeczeństwa obywatelskiego. Patrząc łopatologicznie mamy w Poznaniu ok.200 osób i środowisk aktywnie zainteresowanych życiem miasta. Szału nie ma. Gdy do tego dodamy radnych, dziennikarzy, polityków, urzędników, to okaże się, że wszystko rozstrzyga się w dość wąskiej grupie "elit samorządowych". To na pewno jest jakieś wyzwanie, pytanie czy "elitom" zależy, żeby ten krąg poszerzać. Śmiem wątpić, bo co by to była za elita, do której może przynależeć każdy:)

6. Naturalna kolej rzeczy - na zakończenie, urocza, fatalistyczna hipoteza. Tak po prostu musi być i musimy się z tym pogodzić. Pierwsza edycja to było coś nowego, ale była też ona robiona na szybko i z błędami, które, gdy się ujawniły, zaważyły na odbiorze projektu w kolejnych latach. Projekt okrzepł i może, zgodnie z cyklem życia produktów przechodzi z fazy dojrzałości w fazę schyłkową.

Tego ostatniego bym mu nie życzył. Jednak mechanizmy włączania społeczności w sprawy miasta na pewno powinny być ciągle doskonalone.

MM