Zatem jak sprawić, by "ludzie przyszli"? Oczywiście wielkość miasta ma tutaj znaczenie, które czasem działa na korzyść, a czasem na niekorzyść frekwencji. Generalnie jest tak, że w dużym mieście, przy silnie zatomizowanym społeczeństwie, trzeba się inaczej starać, by zachęcać do udziału. W mniejszych ośrodkach więzi lokalne są mocniejsze, bardziej się znamy i lepiej mamy rozpoznane środowisko, w którym żyjemy. Przewagą dużego miasta jest z kolei mnogość organizacji pozarządowych czy samorządów pomocniczych - jest z czego wybierać.

To jednak w dużych miastach, gdy ma być organizowane spotkanie otwarte na jakiś temat (a umówmy się, zwykle nie są to atrakcyjnie brzmiące tematy...) pojawia się problem jak dotrzeć do mieszkańców, żeby te minimum 30 osób przyszło.

To co mamy do zaproponowanie, to Mapowanie Interesariuszy. Tak naprawdę dla każdego procesu konsultacyjnego można określić konkretnych odbiorców zainteresowanych tematyką. Problem polega na tym, że nikt w urzędach tej roboty nie lubi i nie ma czasu wykonywać. Spiętrzenie innych spraw powoduje, że trudno znaleźć kilka-kilkanaście godzin, żeby przysiąść z mapą i google, by odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytanie: whocares?Po to by w następny kroku, osobiście się z tymi osobami skontaktować. Z pełną świadomością dlaczego dana kwestia właśnie te osoby obchodzi lub obchodzić może.

Przykładowo, przy planie zagospodarowania przestrzennego możemy wymienić m. in.:

  • przedsiębiorców z obszaru oddziaływania planu
  • lokalne organizacje pozarządowe
  • szkoły i placówki oświatowe
  • samorząd pomocniczy (liderzy lokalni)
  • spółdzielnie, wspólnoty mieszkaniowe
  • parafie

Przy sprawach bardziej skomplikowanych pojawiają się również uczelnie,eksperci, administracja publiczna z różnych szczebli itp.

Dla każdej z tych grup można stworzyć listę osób potencjalnie zainteresowanych przedmiotem konsultacji. Każda z nich ma osobne potrzeby i poziom wpływu na ostateczne decyzje. Wrzucanie ich do jednego worka na "spotkanie konsultacyjne" może okazać się dobrym pomysłem (mamy możliwość spojrzenia na problem z wielu perspektyw) lub niekoniecznie (eksperci mogą zdominować głos mieszkańców). Wtedy warto sięgnąć po rozwiązania warsztatowe w mniejszych grupach, a dopiero potem konfrontować wypracowane rozwiązania publicznie.

Bo jeśli przyjmujemy, że konsultacje społeczne mają mieć wpływ na jakość podejmowanych decyzji (czego chyba naukowo nie udowodniono - bo to dogmat:)), a nie tylko być sposobem na skanalizowanie emocji i wykrzyczenie się niezadowolonych mieszkańców, to trzeba do nich podejść porządnie i systemowo. Wtedy ta "zabawa" ma sens.

MM