Epidemia koronawirusa stawia nas również przed pytaniami o to, w jaki sposób w takich warunkach może przebiegać dialog społeczny. Czy grozi nam jego zamarcie czy może odnowienie choć za pomocą zupełnie nowych narzędzi?

Najpierw trochę pesymistycznych wiadomości.

Pojawiają się głosy, że część samorządowców zabiega o to, by w ramach kolejnej specustawy znieść obowiązek przeprowadzania budżetów obywatelskich lub umożliwić ich ograniczone finansowanie. Po wprowadzonych zmianach na poziomie ustawy obecnie jest tak, że miasta na prawach powiatu mają obowiązek prowadzenia budżetów obywatelskich, a ich wielkość jest pochodną budżetu gminy. Jeśli ten budżet rośnie, więcej pieniędzy jest przeznaczane na tę formę partycypacji. Tak wygląda to w Poznaniu, gdzie prognozowany jest wzrost środków na PBO o 1 mln zł do wysokości 22 mln zł.

Samorządy znajdą się w trudnej sytuacji finansowej i będą poszukiwać oszczędności. Gdyby okazało się, że odbędzie się to kosztem partycypacji społecznej może być to niebezpieczny precedens, który cofnie nas w rozwoju społeczeństwa obywatelskiego o przynajmniej kilka lat. Już dziś z uwagi na ograniczenia w przemieszczaniu się zawieszone są wszelkie formy komunikacji bezpośredniej podczas konsultacji społecznych. Wielu samorządom pozostają dość tradycyjne metody zbierania uwag i opinii takie jak konsultacje pisemne lub elektroniczne (wysyłanie maila do urzędu).

Dla niektórych będzie to z pewnością wytrych, by wreszcie przyśpieszyć pewne przedsięwzięcia zwykle spowalniane przez przeciągające się procesy konsultacyjne. Czy jednak faktycznie jest to dobra ścieżka?

Optymistyczny scenariusz zakłada jednak rozwój narzędzi internetowych w komunikacji z mieszkańcami. Oczywiście nie zastąpią one bezpośrednich interakcji, ale być może ciekawie się rozwiną.

Już dziś na rynku jest wiele możliwości: ankiety internetowe, geoankiety, geodyskusje, badania telefoniczne, a nawet prowadzenie moderowanych grup fokusowych za pomocą aplikacji do
wideokonferencji. Ta ostatnia metoda jest zresztą dość obiecująca, chociaż zakłada większe zaangażowanie po stronie właściciela procesu konsultacji. Uczestników dyskusji można z powodzeniem rekrutować do udziału, a rozmowy przeprowadzać w poszczególnych wirtualnych pokojach z udziałem przygotowanych moderatorów. Mniejsze grupy są w stanie często wypracować bardziej konstruktywne wnioski niż większe podczas tzw. spotkań otwartych.

Wydaje się, że przyszłość jest otwarta. Bardzo wiele zależeć będzie od woli politycznej, wiedzy i
odpowiedzialności organizatorów konsultacji, a także świadomości i aktywności społeczeństwa obywatelskiego, które nie może pozwolić zepchnąć się do roli biernego obserwatora życia publicznego.

MM