Wszystko zależy od rezultatu, jaki chcemy osiągnąć. Generalnie przyjęło się, że spotkanie z mieszkańcami to taka formuła, która "wyczerpuje temat". Ktoś ex-katedra dokonuje prezentacji, mieszkańcy zadają pytania a moderator biega z mikrofonem. Gdybym miał totalnie zmasakrować tę formę partycypacji i sprowadzić ją do absurdu, opisałbym to tak:

  • Prezentujący mówi o rzeczach oczywistych słowami, których nikt nie rozumie.
  • Mieszkańcy zadają pytania "obok tematu" i frustrują się, że gdy tylko minie ich kolejka, nie mogą dowiedzieć się więcej.
  • Nie mamy - jako prowadzący konsultacje - poczucia, że doszło do porozumienia, bo trudno ocenić czy przekaz trafił do odbiorcy i jak odbiorca ten przekaz zinterpretował.
  • Wychodzimy z poczuciem kolejnego odbębnionego spotkania konsultacyjnego.

Konsultacje się odbyły? Odbyły.

Żeby nie było tak strasznie i smutno, zgódźmy się, że taka formuła nie jest zła w sytuacji, gdy zależy nam na kanalizacji emocji w formie wysłuchania publicznego. Dzięki niej każdy ma szansę się wypowiedzieć, oczywiście w dość krótkim czasie. Jest też pewien typ mieszkańców, całkiem spory, który podobnie jak czasem studenci, "nie wyobraża sobie" by spotkanie/wykład przebiegał w inny niż zaprezentowany wyżej sposób. Dlatego spotkanie w tej formule nie należy odrzucać, ale traktować jako pakiet standard.

Co innego w przypadku warsztatów. Jednak koniecznie trzeba taką formę zasygnalizować przed spotkaniem, w zaproszeniu, bo może dojść do sytuacji (która kiedyś mnie spotkała), że ogół mieszkańców odrzucił taki rodzaj pracy na rzecz klasycznego spotkania ("nie będziemy dzielić się na żadne grupy!"). I trzeba to uszanować.

Warsztaty są lepsze dla pogłębienia tematu konsultacji. Dają też więcej satysfakcji, jeśli chodzi o wypowiedź uczestników. Jest ona bardziej naturalna i spontaniczna. Mniej stresująca. Ale oczywiście wymaga odpowiedniej moderacji i przygotowania. Warto też zastanowić się na ile zależy na utrzymaniu homogeniczności grupy (osoby o tym samym profilu wiekowym, społecznym, zawodowym), a na ile heterogeniczności (osoby w różnym wieku, o różnym wykształceniu itp.). Każdy wybór ma swoje zalety i wady. Jeden umożliwia porównywanie między-grupami, drugi daje szanse wymiany perspektyw, spojrzenia na dany problem oczami drugiej strony.

Wreszcie ostatnia formuła - punkt konsultacyjny. Tworzony przy okazji jakiejś wystawy np. przedstawiającej założenia projektu przestrzennego. Obsługiwany w określonych godzinach ze stałym dyżurem eksperckim. Co jest zaletą? Likwidowanie barier. Wbrew temu, co się powszechnie sądzi zabranie głosu na spotkaniu z mieszkańcami wymaga odwagi, często wiąże się tremą, zdarza się, że jest zdominowane przez kilka osób. W sytuacji, gdy oglądając plansze z projektem możemy podejść do eksperta (a najlepiej, gdy on sam nas zagadnie), łatwiej zadać pytanie, łatwiej też wyrobić sobie własne zdanie, a nie tylko na podstawie obserwacji zachowania grupy osób na spotkaniu. Indywidualny kontakt, choć niedoceniany, w wielu przypadkach może okazać się kluczowy.

Warto wypróbować każdej z technik:)

MM