Do przygotowania tego wpisu zainspirowała nas historia Pana Marka Ślusarza, autora projektu „Ławko wróć” w dzielnicy Wola w Budżecie Partycypacyjnym Warszawy na rok 2018 (https://www.app.twojbudzet.um.warszawa.pl/projekt/12058?user=). Otóż projekt zakładał postawienie 100 ławek w miejscach wskazanych przez mieszkańców. Do przeprowadzenia procesu miał być powołany koordynator, który zorganizuje i przeprowadzi proces wyboru miejsc ustawienia ławek, tak by ich lokalizacje były dopasowane do potrzeb mieszkańców. Koordynatorem mogłaby być osoba z jakiejś znającej kontekst wolskiej organizacji pozarządowej, która ma siedzibę na terenie obszaru Muranów-Powązki.

Wniosek wydawał się być prosty i sensowny. Ławek brakuje. Mieszkańcy mogą wybrać gdzie je postawić (podobne rozwiązania były już w Warszawie praktykowane). Miasto je stawia. Wszyscy są szczęśliwi. Cena również zdawała się być rozsądna. 260 tys. za postawienie 100 ławek, daje 2,5 tys. za ławkę oraz po 5 tys. na akcję promocyjną i koszty pracy koordynatora.Co więcej charakter wyboru ławek sprawia wrażenie dobrze przemyślanego i (co ważne) partycypacyjnego. Jeśli zaś wskazane zostałoby jakieś miejsce na terenie nie będącym własnością miasta skutkowałoby to np. skreśleniem tej propozycji z listy. Ba, jak sądzę, aby to zrobić w sposób transparentny można przygotować nawet mapkę z naniesionymi działkami miejskimi.

Projekt był prezentowany w ZGN (Zakład Gospodarowania Nieruchomościami w Dzielnicy Wola m.st. Warszawy) i jak mówi Pan Marek, przedstawiciele Urzędu stwierdzili, że lokalizacja jest pewnym utrudnieniem lecz nie powinno być z nią większych kłopotów a rozwiązanie się znajdzie. W CKS (Centrum Komunikacji Społecznej Urzędu m.st. Warszawy) urzędnicy również wyrazili wstępną opinię, że projekt będzie możliwy do realizacji. Jednak jak wyraźnie widać, pewien problem już wtedy się ujawnił.

Upłynęło trochę czasu i do Pana Marka została wysłana wiadomość, że pozostawienie otwartej kwestii lokalizacji ławek okazało się być poważniejszą przeszkodą niż początkowo zakładano. W związku z tym jeśli lokalizacje nie zostaną wyznaczone, projekt być może tym razem nie będzie mógł zostać zrealizowany.

Nie wchodząc w detale, historia projektu Pana Marka pokazuje bardzo niepokojące zjawisko, że drobne problemy, przeradzają się w problemy duże . Niesprawiedliwym byłoby bowiem zakładać, że któraś ze stron, Pan Marek czy wolski (nomen omen) ZGN miała złą wolę i porozumienia nie chciała. Spotkania się odbyły, urzędnicy słuchali i doradzali. Jednak projekt i tak stanął pod znakiem zapytania.

Z naszej perspektywy wydaje się, że wstępna identyfikacja problemu na spotkaniu z wnioskodawcą nie powinna być nigdy pozostawiana z myślą, że zostanie rozwiązana później (na kolejnym etapie). Z doświadczenia wiemy, że takie sytuacje się mszczą, a problemy kumulują. Dlatego też kłopotliwe kwestie ze wszystkich zgłoszonych wniosków powinny być zbierane w celu jak najszybszego ich rozwiązania. Takie rozwiązania mogą być wypracowywane np. pod kuratelą animatora danej dzielnicy (z tego typu rozwiązań korzysta np. w Dąbrowa Górnicza – napiszemy o tym niedługo) lub przy wsparciu zewnętrznego facylitatora/eksperta. Facylitator w alarmowych sytuacjach, dzięki swojemu doświadczeniu, może pomóc w znalezieniu wyjścia z sytuacji, by projekt nie został przekreślony, a jego realizacja była akceptowalna tak dla wnioskodawcy jak i dla Urzędu.

Stara prawda, że lepiej zapobiegać niż leczyć i tym razem znajduje zastosowanie.

KM