W ostatni czwartek i piątek mieliśmy przyjemność uczestniczyć w 3 Forum Praktyków Partycypacji - wielkim zlocie prawie 250 osób z różnych środowisk, zafascynowanych teoretycznymi i praktycznymi aspektami partycypacji społecznej. Jak pewnie wiecie, mieliśmy w nim również swój udział prezentując przypadki konsultowania tzw. trudnych inwestycji takich jak schroniska dla zwierząt, przytuliska dla bezdomnych, spalarnie odpadów czy rozbudowy obiektów przemysłowych.

Nie mamy porównania z poprzednimi edycjami (mamy nadzieję mieć je już za rok:), ale na pewno możemy powiedzieć, że "partycypacja społeczna" się profesjonalizuje. Już nie jesteśmy na etapie dyskusji "czy", ale "jak". Jak sprawić, żeby mieszkańcy się angażowali? Jak sprawić, żeby administracja publiczna dostrzegła z tego korzyści? Jak wykorzystać często ukryty potencjał społeczności lokalnych, żeby wspólnie osiągać postawione cele?

Mieliśmy okazję uczestniczyć w kilku warsztatach i dyskusjach.

Na dobry początek wzięliśmy udział w sesji: „Partycypacja obywatelska w społecznościach wiejskich i małych miastach”. Przedstawionych zostało w niej kilka ciekawych przypadków, procesów angażujących lokalną społeczność w różnych zakątkach polski. Po spokojnym przemyśleniu dla nas główne wnioski były zasadniczo dwa: 1) żeby cały proces był dobrze przygotowany, to jeszcze nim zaczniemy właściwe działania, powinniśmy dobrze poznać lokalny kontekst. Banał? Otóż nie! Poznanie lokalnych uwarunkowań to nie tylko prześledzenie dokumentów czy rozmowa z urzędem lub jakimś lokalnym liderem. Jeśli bowiem ograniczymy się tylko do tego, to praktycznie jak w banku mamy zapewnione, że do końca procesu będziemy żyć w pewnej jednostronnej fikcji. W najlepszym wypadku na zakończenie, ktoś nam to boleśnie uświadomi np. negując sporą część naszego wysiłku. Cennym wydaje się więc, uzupełnienie przeglądu dostępnych dokumentów, nie o 1-2 luźne rozmowy, ale pewnie 5-6 dłuższych wywiadów z osobami z różnych środowisk. To umożliwi nam uzyskanie bardziej wypośrodkowanego (rzeczywistego) obrazu sytuacji panującej w danej miejscowości. Przy odrobinie szczęścia pozwoli też wpaść na lepszy pomysł jak włączyć do prac osoby, które mimo zaproszeń nie pojawiają się wcale lub przychodzą na ostatnie, wytykając nam błędy lub zaprzeczając większości rezultatów. Dobre rozpoznanie, kluczem do sukcesu:) 2) partycypacja w małych miejscowościach, w których projekty angażujące mieszkańców pojawiają się w sporych odstępach czasu, nie może opierać się na logice projektowej.

Projekty sprawdzają się lepiej w dużych miastach, gdzie po jednym często następuje drugi, trzeci itd. - jest pewna ciągłość. W mniejszych miejscowościach natomiast często po zakończeniu projektu niestety kończy się też i partycypacja. Rozwiązania są dwa, albo skupienie działań głównie na przygotowaniu lokalnych liderów, którzy będą chcieli i mogli stymulować partycypację po zakończeniu projektu, albo prowadzenie działań ciągłych nie uzależnionych jedynie od grantów. Na to drugie jednak mogą pozwolić sobie jednak tylko organizacje posiadające własne środki.

Następnie poszliśmy na warsztat: „E-partycypacja – co zrobić, by była skuteczna? Lekcje z Islandii i skądinąd.” Jego główna część dotyczyła portalu Your Priorities (https://www.yrpri.org/) służącego do deliberacji online i podejmowania decyzji o priorytetach wydatkowych i rozwojowych w społecznościach lokalnych. Coś niesłychanie prostego i intuicyjnego. W dodatku bez żadnego zacinania się strony. Jaki wniosek? Less is more, a zresztą sprawdźcie sami ;)

Z dużym aplauzem spotkały się ostatnie warsztaty, w których uczestniczyliśmy jako słuchacze: „Szybkie rysowanie - o facylitacji graficznej, pięknych flipchartach i o tym jak dostrzec znaczenie słów”. W części z nas pewnie odżyły sentymenty przedszkolno-szkole, gdy bez skrępowania mogliśmy oddać się machaniu pędzlem, kredką czy pisakami. Po latach, to coś poważniejszego, bo dobry obraz jest w stanie zastąpić tysiąc słów, a chaos na flipcharcie doprowadzić do chaosu wniosków i konkluzji wśród uczestników naszych warsztatów, szkoleń czy badań fokusowych. Na dowód tego jak dobry był to warsztat, niech posłuży fakt, że mimo, że dotychczas szczytowym naszym osiągnięciem rysowniczym była wariacja na temat czarnego kwadratu na białym tle narysowaliśmy żarówkę (z literek U, Z, M i O!) oraz kilkoro sympatycznych ludzików, takich jak na zdjęciu tytułowym:)

Pewnie w przyszłości warto sięgnąć również do przykładów projektów realizowanych przez podmioty komercyjne, które coraz częściej dbają o poszerzenie tradycyjnego modelu csr (społecznej odpowiedzialności biznesu) o działania związane z prowadzeniem dobrego dialogu ze społecznością lokalną.

Na zakończenie chcielibyśmy bardzo podziękować organizatorom za niełatwe zadanie bycia "pionierem" w tematyce partycypacji, co zawsze wiąże się z wieloma pewnymi kosztami i niepewnymi zyskami/ryzykami. Było warto! Dziękujemy!

KM/MM