Zainteresowani przyszli licznie. Chętnie dzielą się swoimi opiniami… tyle, że głośno… jednocześnie… przekrzykując się … i z użyciem stosunkowo mało wybrednych sformułowań. Taka sytuacja często ma miejsce w przypadku tzw. inwestycji „trudnych” jak choćby wysypisk śmieci, spalarni odpadów, schronisk dla zwierząt czy przytulisk dla bezdomnych.

Konsultacje tego typu inwestycji wymagają sporej delikatności. Z kolei moderowanie dyskusji, i to w taki sposób by doprowadziła choćby do cząstkowego porozumienia, jest nie lada wyzwaniem. Łatwo bowiem można doprowadzić do eskalacji konfliktu różnych grup interesu i okopania się na pozycjach, które wpisują się w syndrom Not In My Back Yard lub w jedną z jego jeszcze mniej sympatycznych wariacji- SomeOtherBugger's Back Yard.

Z strony zaniepokojonych (lub wkurzonych) mieszkańców słyszymy wtedy: "Dlaczego nie zostały zorganizowane konsultacje społeczne w tej sprawie?!". Tak jakby fakt ich przeprowadzenia cokolwiek zmieniał w postawie poszczególnych stron. Owszem, zawsze można zorganizować spotkanie, na którym mieszkańcy wykrzyczą swoje racje urzędnikom, którzy z kolei zareagują "przyjęciem tego do wiadomości" i uznaniem konsultacji za "niewiążące" i inwestycja ruszy.

Tylko czy o to w tym wszystkim chodzi?

Czy jest możliwość wypracowania takiego modelu, który pogodzi zwaśnione strony? A może finał konfliktu, w takich sytuacjach nieunikniony, musi rozstrzygać się na drodze sądowej i tyle. Pytań jest wiele, rozwiązań "na rynku" już niekoniecznie:) A problem jest całkiem realny i dotykający wielu samorządów.

Będziemy starali się na niego odpowiedzieć podczas 3. Forum Praktyków Partycypacji już w czerwcu. A tutaj również podzielimy się paroma szczegółami:)

KM/MM