Otwarty samorząd to ten, który szuka rozwiązań, a nie generuje problemy. Z dużym zaciekawieniem zapoznałem się z analizą Marcina Gerwina z Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej poświęconą pierwszemu w Polsce panelowi obywatelskiemu. Przeprowadzono go w Gdańsku, dyskutując na temat sposobów przygotowania miasta do ulewnych deszczy (co okazało się w zeszłym roku dość ważną sprawą).

Pytanie czy panel obywatelski to pierwsze w Polsce rozwiązanie postawiłem w sposób trochę kontrowersyjny. Gdy rozłożymy tę metodę na czynniki pierwsze okazuje się, że mamy do czynienia z modelem dość dobrze nam znanym:

1. rekrutacja reprezentatywnej grupy mieszkańców.
2. dyskusja w grupach nad wypracowaniem rozwiązań.
3. sformułowanie rekomendacji na podstawie dyskusji i materiałów eksperckich.

W podobny sposób przebiegał zarówno Sąd Obywatelski jak i Sondaż Deliberatywny. Różnice sprowadzały się do wielkości grup, którym oddawany był głos. W przypadku Sądu Obywatelskiego było to 15 osób, Sondażu Deliberatywnego 150, a panelu obywatelskiego 63.

Dyskutowałbym pewnie w dalszym ciągu czy 63 osoby niezależnie od rygorystycznej metodologii są grupą reprezentatywną, ale na uwagę zasługuje fakt niezwykłej staranności w ich doborze. Pozwolę sobie w tym fragmencie zacytować autora metody:

"Przeprowadzone zostały dwa losowania. Do udziału w panelu obywatelskim mogą się bowiem zgłosić tylko osoby, które otrzymały imienne zaproszenie. Za pomocą strony Random.org, która pozwala na generowanie liczb „prawdziwie losowo”, wylosowanych zostało dokładnie 8968 osób. Punktem wyjścia do losowania jest tu szum atmosfery rejestrowany za pomocą odbiornika radiowego. Specjalnie napisany program łączył się w Gdańsku ze stroną Random.org, pobierał liczby i przypisywał je do osób z rejestru wyborców. Uwzględniał także podział na dzielnice, grupy wiekowe i płeć. Rezultatem była lista adresowa osób, które miały otrzymać zaproszenia do udziału w panelu. Dodawany był także kod identyfikacyjny, który trzeba było podać przy rejestracji.Drugie losowanie przeprowadzano już ręcznie, za pomocą rzutu kostką, spośród 895 osób, które wyraziły chęć udziału w panelu obywatelskich. Losowanie było transmitowane na żywo w internecie i nagrywane".

Co bardzo ważne, a czym nie wszyscy zwykli się chwalić, za udział w panelu przewidziane było wynagrodzenie. Ponieważ spotkana zajmowały 3 wolne dni za ich udział przewidziano dietę w wysokości 600 zł, co nie wydaje się być sumą wygórowaną.

Nie chcę w tym miejscu opisywać przebiegu dyskusji, choć z opisów Gerwina przebija duży entuzjazm i zadowolenie z metody. To co mnie cieszy, to fakt poszukiwań ze strony samorządów w często niełatwej współpracy ze społecznikami rozwiązań dobrych dla naszych miast. Niezależnie od różnic "na wejściu". W przypadku partycypacji społecznej warto ryzykować.

Cały opis procesu znajduje się na stronie: http://krytykapolityczna.pl/kraj/miasto/gdansk-w-p...

MM