Rady osiedli, zwane również samorządami pomocniczymi (lub jednostkami samorządu pomocniczego) to twór dobrze znany w dużych polskich miastach. Jego odpowiednikiem w gminach wiejskich są sołectwa. Wybory do rad osiedli odbywają się na podobnych zasadach jak wybory powszechne, choć zdarzają się jeszcze przypadki, że każda z rad ma wybory w osobnym terminie (w zależności od tego kiedy się ukonstytuowała i jak długo trwa kadencja). To oczywiście nie służy frekwencji wyborczej, chociaż zmiany ujednolicające harmonogram wyborczy również nie przyniosły spodziewanych efektów wzrostu. W przypadku Poznania możemy mówić o 7-8% (2011 r. i 2015 r.), co jest wartością mniejszą niż choćby uczestnictwo w Poznańskim Budżecie Obywatelskim.

Wiele jest elementów, które wskazują na słabość rad osiedli w systemie zarządzania miastem, ale nie to jest celem tego wpisu. Chciałbym się raczej zastanowić, na ile rady mogą przejmować pewne zadania miejskie, polegające na organizacji konsultacji społecznych.

Wielokrotnie zdarzało mi się prosić poszczególne rady o wsparcie dialogu na szczeblu lokalnym. W przypadku odpowiedzi nie będzie reguły. W zależności od nastawienia radnych, ich aktywności i poczucia odpowiedzialności część podejmowała się takich działań jak poinformowanie mieszkańców dostępnymi kanałami, wspierała w znalezieniu dobrego miejsca do organizacji spotkania czy przejmowała rolę moderatora.

Zdarzały się rady, które uważały, że ich rolą nie jest bynajmniej zajmowanie się "rozwieszaniem plakatów i roznoszenie ulotek", bo pełnią tę funkcję społecznie i mają swoje obowiązki zawodowe.

Rzadko, ale jednak, zdarzają się rady, które same przejmują rolę organizatora konsultacji w sprawach, którymi się zajmują. Na tym tle wyróżnia się na pewno poznańska Rada Osiedla Jeżyce, która przeprowadza własne badania opinii zarówno metodami elektronicznymi, jak i tradycyjnymi.

Paradoks osiedli polega na tym, że w wielu przypadkach są one stroną w prowadzonych przez miasto konsultacjach. Sprzeciwiają się lub popierają któreś rozwiązanie. Uczestniczą w spotkaniach, wypowiadają się w imieniu reprezentowanej przez siebie społeczności, formułują stanowiska w formie uchwał, które przekazują do samorządu.

Z punktu widzenia urzędu są one traktowane jako przedłużenie jego "zbrojnego ramienia". Rady osiedli nie mają osobowości prawnej, wykonują część zadań za pieniądze przekazane z budżetu miasta, zlecając zresztą ich wykonanie miejskim jednostkom organizacyjnym czy zakładom budżetowym. W tym kontekście naturalnym jest, że mogłyby wziąć na siebie ciężar zbierania opinii mieszkańców w ważnych dla miasta sprawach.

Jak już pisałem powyżej. Rady osiedli nie zawsze chcą to robić. Nie zawsze potrafią to robić. Nie zawsze widzą w tym sens (zwłaszcza gdy nad konsultacjami ciąży odium fasadowości). Nie zawsze mają na to czas i pieniądze (bo konsultacje kosztują). Często irytuje je odgórne wydawanie dyspozycji przez urząd. W końcu nie są jego pracownikami (pochodzą z wolnego wyboru), chociaż formalnie działają w ramach prawnych administracji publicznej.

To wszystko wywołuje napięcia i powoduje konflikty ról. Jak z jednej strony pełnić rolę uczestnika i organizatora procesu konsultacji? Czy jest możliwe rozdzielenie tematów pozostających w kompetencji rad osiedli oraz takich, w których pomagają one dotrzeć urzędowi do mieszkańców?

Myślę, że może być to przedmiotem ciekawej dyskusji. Oczywiście z samymi zainteresowanymi:)

MM