Z perspektywy prawnej w Polsce ławnicy uczestniczą zarówno w niektórych procesach karnych, jak i cywilnych. To, w jaki sposób uczestniczą jednak znacząco odbiega od opisywanego przez Tocquevillea modelu amerykańskiego. Dzieje się tak, dlatego, że w naszym kraju udział ławników w procesach jest bardzo wybiórczy, a samo „bycie” ławnikiem nie jest rozumiane, jako istotna rola społeczna, swego rodzaju „misja”, która może nadawać autorytet społeczny decyzjom wydawanym przez sądy. Jakość współpracy sędziów oraz adwokatów z przysięgłymi również pozostawia wiele do życzenia. Jest to istotny problem polskiego sądownictwa, z którym może kiedyś skutecznie się zmierzymy. Jednak mimo niedociągnięć na niwie prawnej, ławy przysięgłych mają szansę funkcjonować na polu społecznym, paradoksalnie wychodząc z sądów (dowodziliśmy już tego po części w zeszłym tygodniu). Są one bowiem z powodzeniem wykorzystywane, jako specyficzna metoda konsultacji społecznych, także i w Polsce.

Na świecie obywatelskie ławy przysięgłych wykorzystuje się szeroko od ponad 35 lat. Celem przeprowadzenia sądu obywatelskiego jest wypracowanie rozwiązania w jakiejś istotnej dla lokalnej społeczności kwestii, bądź sformułowanie rekomendacji np. dla władz miasta. Przyjmuje się, że w obywatelskiej ławie przysięgłych powinno zasiadać około 18-24 osób odzwierciedlających mikrokosmos danej społeczności, choć nie będących stronami w przedmiotowej sprawie. Osoby te dobierane są zazwyczaj spośród osób wyrażających chęć udziału w sądzie obywatelskim np. podczas wcześniejszego badania opinii.

Pierwszy, a według mojej najlepszej wiedzy dotychczas jedyny, sąd obywatelski odbył się 13 grudnia 2011 roku w Poznaniu. Obrady dotyczyły utrzymania przejezdności lub zamknięcia jednej z ulic. Patrząc z perspektywy władz miasta albo z punktu widzenia planistycznego, obydwa rozwiązania były do przyjęcia. Sęk jednak w tym, że mieszkańcy byli poważnie podzieleni i przyjęcie każdego rozwiązania wiązało się z możliwością dużego niezadowolenia. Żyjący najbliżej ulicy mieszkańcy, byli za wykluczeniem jej z ruchu samochodowego ze względu na znajdujące się niedaleko piękne tereny zielone. Z kolei osoby zamieszkujące nieco dalej, były za utrzymaniem przejezdności problemowego odcinka.

Standardowa formuła konsultacji dotyczących miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego w tym przypadku nie doprowadziła do porozumienia, a raczej pogłębiała konflikt. Sytuacja stała się patowa, dlatego urzędnicy postanowili podejść do problemu trochę mniej konwencjonalnie niż zazwyczaj. Sięgnęli po technikę sądu obywatelskiego. Celem sądu było wydanie werdyktu o charakterze rekomendacji planistycznej. Mieszkańcy reprezentujący stanowiska skonfliktowanych grup oraz wszystkie podmioty zaangażowane w sprawę, zostały wyłonione jako strony sporu w oparciu o analizy dokumentów przeprowadzone przez Miejską Pracownię Urbanistyczną. Przyjęto, że w trakcie sądu strony będą miały możliwość zaprezentowania swoich argumentów, a następnie nie zaangażowani w spór, ławnicy przedstawiają werdykt w formie rekomendacji dla władz miasta.

Oprócz wysłuchania argumentów skonfliktowanych grup, ławnicy mogli także zapoznać się z materiałami informacyjnymi dotyczącymi sprawy, które zostały do nich wysłane na tydzień przed debatą. Warto podkreślić, że podczas sądu dyskusja i formuła spotkania, wykluczyły czynny udział pozostałych mieszkańców, którzy mogli odgrywać wyłącznie rolę obserwatorów. Wystąpienia poszczególnych osób trwały po 15 min. a po ich zakończeniu ławnicy mieli zarezerwowane 60 minut na pytania. W kolejnym kroku odbyła się narada ławników. Mieli oni prawo debatować za zamkniętymi drzwiami 60 min. z możliwością wnioskowania o wydłużenie czasu. Po zakończeniu dyskusji przewodniczący ławników przedstawił ich stanowisko. Stosunkiem głosów 10 do 5 został przychylność zyskał wariant o całkowitym zamknięciu ulicy dla ruchu samochodowego. Jednak trzeba tu zaznaczyć, że 5 głosów zdobył, pierwotnie niebrany pod uwagę trzeci wariant, tylko częściowego otwarcia ulicy dla ruchu samochodowego.

Werdykt został przyjęty, nie miały też miejsca zakłócające dyskusję sprzeczki. Formuła sądu skutecznie zabezpieczyła merytoryczny i efektywny przebieg debaty. Okazało się, że nawet w tym przypadku rozmowa i wymiana punktów widzenia były możliwe, a wszystko zależało w gruncie rzeczy od konwencji.

Może warto, aby ten przypadek nie był jednak w Polsce odosobniony;)

KM