W ustawie o referendum lokalnym z 2000 roku możemy przeczytać, że "mieszkańcy jednostki samorządu terytorialnego jako członkowie wspólnoty samorządowej wyrażają w drodze głosowania swoją wolę:

1. w sprawie odwołania organu stanowiącego tej jednostki;

2. co do zakresu rozstrzygania sprawy dotyczącej tej wspólnoty, mieszczącej się w zakresie zadań i kompetencji organów danej jednostki;

3. w innych istotnych sprawach, dotyczących społecznych, gospodarczych lub kulturowych więzi łączących tę wspólnotę.

W kolejnym punkcie dodaje się również możliwość odwołania wójta, burmistrza, prezydenta lub decyzję o samoopodatkowaniu się mieszkańców na cele publiczne (co skądinąd warto byłoby rozważyć, gdyby pojawił się w gminie pomysł "darmowej komunikacji publicznej").

Jak widać katalog spraw, które mogłyby być objęte referendum jest dość szeroki, jednak praktyka jego stosowania relatywnie niska.

Jedną z barier są z pewnością finanse, zbliżone do kosztów organizacji wyborów lokalnych. Drugą, dość typowe przyczyny czyli niechęć do korzystania z narzędzia lub brak wiedzy, "że można".

Spójrzmy jednak na to zdroworozsądkowo. Nie trzeba od razu rozpisywać zgodnej z ustawą procedury referendum lokalnego, by uzyskać ważne zdanie od swojej społeczności.

Przykładem, który miałem okazję obserwować, były konsultacje społeczne dotyczące rozbudowy fabryki Volkswagena w Poznaniu. Kwestie związane z uchwalaniem planów przestrzennych w otoczeniu fabryki zawsze budziły duże zainteresowanie społeczne i wiele dyskusji. Tym razem chodziło o uchwalenie planu, który wyłączałby z użytkowania jedną z dróg lokalnych (byłaby ona "wchłonięta" przez fabrykę, scalając dwie sąsiadujące działki), co oznaczałoby wydłużony dojazd mieszkańców do swoich domów na osiedlu Zieliniec. VW oczywiście zobowiązał się wtedy do przekazania niebagatelnej sumy 20 mln zł na modernizację sąsiedniego układu drogowego (o ile mnie pamięć nie myli:)). Przeprowadzono również szereg dyskusji i analiz, które wykazały możliwość realizacji 6 wariantów rozwiązań dla tego terenu.

W pierwszym podejściu trwały wieloetapowe dyskusje z mieszkańcami. Dodajmy, że społeczność lokalna zamieszkująca Zielniec była podzielona. Dla części istotny był szybki dojazd, dla drugiej możliwość rekompensat w towarzyszącą infrastrukturę

W pewnym momencie padła propozycja przeprowadzenia głosowania lokalnego. Po latach (sic!) dyskusji strony były tak wyczerpane, że same zaproponowały rozstrzygnięcie "ilościowe", żeby się policzyć.

Odbyło się głosowanie, w którym uprawnionymi byli mieszkańcy Zielińca zameldowani na tym terenie oraz posiadający nieruchomości (na podstawie aktu notarialnego). Frekwencja okazała się jak na polskie warunki wysoka, bo aż 57% mieszkańców wzięło udział w głosowaniu. Rozstrzygano na temat wspomnianych wyżej 6 wariantów rozwiązań komunikacyjnych.

Nie wchodząc w detale - jaki wniosek płynie z tych konsultacji? Po pierwsze, jeśli myślimy o organizacji głosowania, to warto poprzedzić je solidną debatą. Po drugie, organizacja takiego głosowania nie jest tak trudna jak się nam wydaje. Po trzecie, nie potrzeba ustawowego mechanizmu o referendum, by móc je przeprowadzić lokalnie, o ile uzna się jego wyniki za wiążące.

MM