Niedawno przyglądałem się, które obszary konsultacyjne są najbardziej eksploatowane, a które omija się szerokim łukiem. Do kategorii "łatwe i przyjemne" (trochę przesadzam z tymi określeniami) należą niektóre aspekty związane z planowaniem przestrzennym, projektowaniem skwerów, placów i parków. Z kolei do kategorii "mam taki projekt, ale mogą być protesty", zaliczyć można z pewnością komunikację wokół projektów infrastrukturalnych.

Jakie są najczęstsze błędy, które "pogrążają" te inwestycje?

1. Błędy w projekcie. Jako osoby odpowiedzialne za komunikację nie mamy na nie wpływu, ale stanowią one o "być albo nie być" wielu przedsięwzięć. Z tego też wynika niechęć wielu planistów do przedstawiania wizualizacji. Czasem pokazanie zbyt wiele jest tym, co napędza lawinę.

2. Brak informacji o inwestycji. Chociaż na dobrą sprawę nigdy nie ma dobrego momentu na informowanie. Zawsze pojawiają się głosy, że jest go za mało, albo, że za późno.

3. Zbyt późne informowanie. Uwaga jak powyżej. Praktyka pokazuje jednak, że trzeba zaczynać wcześnie, ale trzeba mieć również co powiedzieć. Czyli rozpoczynać, będąc przygotowanym do pytań, które się z pewnością pojawią.

4. Załatwianie zezwoleń „po cichu”. Jeśli ktoś myśli, że uda mu się przejść przez procedurę wydawania decyzji administracyjnej dla obiektu ważnego społecznie w ciszy, to jest w błędzie. Każde takie postępowania są zwykle publikowane w internecie, a organizacji, które je śledzą jest bardzo wiele.

5. Niedocenianie determinacji przeciwników. To jest trochę tak, że w przypadku konfliktów argumenty racjonalne inwestora często przegrywają z emocjonalnym podejściem grup protestu. Czy zgodziłbyś się na wywłaszczenie ze swojego domu nawet za kwotę dużo przewyższającą jego wartość? Zwłaszcza, gdy wiąże do niego ogromny sentyment? Te emocje plus sprzeciw są dużo bardziej mobilizujące niż racjonalne analizowanie różnych propozycji.

6. Przecenianie roli władz lokalnych. Łaska polityczna na pstrym koniu jedzie. W społecznościach lokalnych duże znaczenie ma oczywiście poparcie wójta/burmistrza/prezydenta. Sęk w tym, że jak to w polityce, każde stanowisko władzy wywołuje reakcję opozycji. Czasem jest też tak, że władze lokalne zajmują pozycję wyczekującą i sondującą. Jeśli uznają, że jest poparcie społeczne dla projektu, to go poprą. Jeśli będzie przeciwnie, to staną na czele protestu.

7. Nieznajomość specyfiki lokalnej społeczności. To temat bardziej złożony, bo ocierający się o pogłębione diagnozy społeczne. Generalnie zasada jest prosta: poznaj zawczasu swoich potencjalnych sąsiadów, bo potem może okazać się za późno.

Nie ma modelowego procesu komunikacji w projektach infrastrukturalnych. Nie ma też idealnych rozwiązań. Oczywiście w wielości przypadków można odnaleźć prawidłowości i podobieństwa. Jednak indywidualnej kreatywności ludzi, w różnych rolach, które odgrywają, nic nie zastąpi:)

MM