Często w ewaluacji budżetów obywatelskich powraca temat roli rad osiedli w tej formie konsultacji. Pytanie postawione szerzej dla organizatorów i uczestników budżetów obywatelskich brzmi: do kogo jest skierowany ten projekt? Czy jest to narzędzie aktywizacji niezaktywizowanych (tzw. obywatelskich "świeżaków") czy raczej kolejna forma dystrybucji środków pomiędzy rady osiedli czy organizacje pozarządowe (a zatem grupy z pewnymi zasobami i kapitałem społecznym wyższym na starcie niż przeciętni obywatele).

W samym środowisku aktywistów zdania są podzielone. Jedni uważają, że rady osiedli nie powinny w ogóle składać projektów do budżetu obywatelskiego, bo mogą zdobywać środki w inny sposób. Drudzy, że rolą rad osiedli powinno być jedynie wspieranie tych, którzy chcą zgłosić projekty, pomoc w pisaniu wniosków, nagłaśnianie na poziomie lokalnym ich inicjatyw. Trzeci nie widzą powodu, by rezygnować z udziału w budżecie obywatelskim, bo czują się takimi samymi obywatelami jak inni, mają poczucie, że mogą sensownie zagospodarować te pieniądze lub szukają przy tym okazji do promocji siebie jako liderów lokalnych.

Mamy zatem trzy typy postaw działaczy osiedlowych:

a. samowykluczającą
b. wspierającą
c. uczestniczącą

Nie oceniamy żadnej z nich. Konstrukcja budżetu obywatelskiego powinna zakładać dużą otwartość i prostotę. Wprowadzenie w niej specjalnych zakazów i wyłączeń nie jest dobrym pomysłem. Tym bardziej, że łatwo można je ominąć np. zgłaszając projekt przez kogoś z rodziny albo znajomego, a samemu angażując się potem w jego promocję.

Należy jednak zastanowić się, jak sprawić by szanse w budżecie obywatelskim były bardziej wyrównane. Z różnym efektem przyjmuje się dwa rozwiązania.

Jednym jest podział puli środków w ten sposób, że w kategorii dużych projektów rywalizują ze sobą organizacje i podmioty z pewnym kapitałem, a w kategorii małych projektów - zwykle ci, którzy zdecydowali się zaangażować po raz pierwszy. Rozwiązanie kwotowe nie jest doskonałe, bo od razu spycha "świeżych" obywateli do określonej szufladki, odmawiając im prawa do dobrych, ale bardziej kosztownych pomysłów. Trochę na zasadzie: "to wy tu sobie zgłaszajcie projekty po 10 tysięcy, a miliony zostawcie profesjonalistom".

Drugim rozwiązaniem jest wspieranie przez samorząd takich mechanizmów, które służą wyrównywaniu szans. Może być to na przykład wydrukowanie wzorów plakatów i ulotek, z których można korzystać. Może to być udostępnienie przestrzeni reklamowych, nagłaśnianie ciekawych przedsięwzięć (pod warunkiem, że wszyscy są traktowani po równo). Wszystko jest uzależnione od możliwości finansowych gminy oraz jej pomysłowości. Wnioskodawcy nigdy na starcie nie będą równi, ale warto zapewnić choćby minimum działań, które zniwelują różnice.

Już nasza w tym (lub organizatorów) głowa.

MM